Music

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 1

Oczami Natalie

- Nie zgadniecie co Wam załatwiłam! - Krzyknęła nasza uradowana menadżerka Terrie. Każdy z Nas spojrzał na nią pytająco.
- No a co wam mogłam załatwić jak nie koncert? - powiedziała z politowaniem.
- No nie wiem. Na przykład wycieczkę... - zaczął Jack.
- Na Antarktydę ! - dokończył Jake, z uśmiechem wielkości banana.
- Taa, jeszcze czego. Może od razu na Madagascar? - spojrzała się na niego jak na idiotę.
- Skoro proponujesz... to nie mam nic przeciwko - rzekł podekscytowany.
- Idiota... - syknęła z sarkazmem.
- Serio? Naprawdę teraz się o tym przekonałaś ? - spytałam.
- Nie, po prostu stwierdzam fakt. No dobrze, przejdźmy do szczegółów. O to, czy jesteście zainteresowani, nawet nie pytam, bo ty chyba oczywiste, prawda Jack? - zapytała z groźną miną.
- Tak! - pisnął przerażony szatyn. Zawsze się jej bał.
- Więc, załatwiłam Wam koncert charytatywny w Szkole Schwildons, bodajże 29 lipca. Ale to teraz najmniej ważne. O 17:00 mamy być u panny Phillips, dyrektorki tej szkoły, aby omówić szczegóły. Zrozumieliście, czy mam powtórzyć ? – Rzekła ironicznym tonem.
- Zrozumieliśmy. - odpowiedział Tony.
- A który dzisiaj mamy? - spytał Jake. Terrie spojrzała na niego z wściekłością.
- Nie trudź się! Sprawdzę w telefonie! - odkrzyknął spłoszony chłopak jak zwykle.
- Na dzisiaj koniec prób. Możecie iść. - poinformowała członków zespołu. - O 16:30 macie być przed studiem ! Jeżeli kogoś nie zobaczę to...
- Ale pod jakim studiem ?! - wtrącił się Jake.
- Nosz kurde ! - krzyknęła zażenowana i wyszła z pomieszczenia.
- Jak ty coś palniesz... - pokiwał głową niedowierzający Matt.
- No ej ! Nie moja wina, że to taka niekonkretna kobieta ! - pisnął spłoszony. W tym momencie Terrie znów weszła do pomieszczenia.
- Tsaak.... zapomniałam wam powiedzieć, że jutro macie jeszcze przyjść do tej szkoły muzycznej na spotkanie z dyrektorką i być może próbą o 15. - powiedziała lekko zawstydzona dziewczyna.
- Jakiej szkoły?! - krzyknął Jake gubiąc się coraz bardziej. Wkurzona manager'ka wyszła trzaskając drzwiami zostawiając problem na głowie reszty.
- Czasem wystarczy pomyśleć... to na prawdę nie boli. Ja muszę już lecieć, więc do zobaczenia! – pożegnał się i wyszedł.
- No to do zobaczenia jutro! - krzyknęłam do pozostałych.
- Ale po co?! - biedny Jake jak widać już totalnie nie ogarniał co się wokół niego dzieje.
- Jutro jest spotkanie z organizatorką koncertu na którym gramy w środę... a jak boisz się, że się zgubisz w drodze na to spotkanie, to możesz przyjść za dziesięć 15:00 pod mój dom. - odpowiedziałam lekko się śmiejąc.
- Ale na pewno jutro?...
- Nie załamuj mnie... - zrobiłam 'face palm'a'. - Tak, jutro. - Odpowiedziałam po chwili. - To ja lecę, pa! - dodałam na odchodne.

Oczami Ellingtona
- To kupimy to piwo, czy nie ? – od godziny słyszę tylko to samo.
- Tak Rocky, kupimy jak tylko trafimy do sklepu – odpowiedziałem podirytowany i szedłem dalej. Za sobą słyszałem tylko głośne tupanie przyjaciela i jego mamrotanie pod nosem. W końcu dotarliśmy do wspomnianego miejsca.
- To jakie chcesz to piwo ? – zwróciłem się do Rocky’ego, który uparcie wpatrywał się w półkę z alkoholem.
- Żubra..- odrzekł cicho – Albo czekaj, może jednak Tyskie. - Westchnąłem, po czym zapłaciłem za dwa piwa i wraz z Rocky’m wyszliśmy ze sklepu, kierując się w stronę domu. Kiedy byliśmy przed drzwiami, ponownie spojrzałem na kumpla.
- No co ? – zapytał.
- Powiesz mi może, gdzie masz to piwo ?
- Yyy… No wyżłopałem – gdyby ktoś mnie teraz zobaczył, pewnie pomyślałby „Co on ? Morde sobie wietrzy?”. Ludzie, przecież do domu szliśmy niecałe 3 minuty. Ja nawet jeszcze nie otworzyłem, a ten już puszkę do kosza wpierdzielił !
- Masz klucze ? – usłyszałem za sobą.
- Nie, powiem ‘’ Sezamie, otwórz się ‘’ – rzekłem z sarkazmem, otwierając drzwi do domu. Weszliśmy i włączyliśmy telewizję. Kiedy Rocky już smacznie chrapał, a ja rozkoszowałem się zawartością mojej puszki, po pokoju rozległ się dźwięk mojej komórki.
- Halo? - Odebrałem połączenie.
- Okey. Za pół godziny w garażu, rozumiem. Do zobaczenia, papa. - Schowałem telefon do kieszeni po czym podszedłem do Rocky'ego i szurchnąłem go lekko. Gdy to go nie obudziło, zacząłem nim trząść, aż w końcu skończyło się tym, że wylądował na podłodze - jednak dalej w głębokim śnie.
- Co za idiota... - Byłem wielce zirytowany. - Kurna, wstawaj, laski w bikini przyszły! - krzyknąłem mu w końcu do ucha.
- Coo! Gdzie?! - Zerwał się szybko z dywanu i zaczął rozglądać we wszystkie strony.
- No nie wierzę... Powiedziałem do siebie załamany.
- Czemu mnie obudziłeś? - zapytał naburmuszony.
- Twoja siostra dzwoniła, za niecałe pół godziny jest zbiórka zespołu w garażu. - Odpowiedziałem szybko.
- Ale sobie moment wybrali - powiedział Rocky, przejeżdżając po twarzy ręką. - Co zrobisz ? Nic nie zrobisz. - stwierdziłem i ponownie walnąłem się na kanapę. Obok usiadł mój przyjaciel. Mamy jeszcze 25 minut do spotkania, a to przecież w tym garażu.

Narrator

- 20 minut a jeszcze tyle do ogarnięcia! - krzyknęła zrezygnowana Delly patrząc na syf pozostawiony przez chłopaków przy jej ostatniej nieobecności na próbie. - Ich to nawet na 5 minut samych zostawić nie można. - burknęła lekko wkurzona po czym starała się posprzątać wszystko jak najszybciej. Dopiero 10 minut wcześniej skończyła rozmawiać z Ryland'em na temat ich kolejnego koncertu, w związku z czym ma być właśnie zbiórka zespołu, i dlatego nie mogła zacząć sprzątać wcześniej. - W sumie to gdybym wiedziała że jest tu taki syf to przysłałabym tu tych bękartów wcześniej żeby sami to posprzątali... - pomyślała zmarnowana blondynka i zaczęła sprzątać. Po dłuższym czasie w drzwiach garażu stanął Rocky wraz z Ellingtonem. Dziewczyna zszokowana spojrzała na zegarek.
- Chłopcy, od kiedy wy tacy punktualni ? - uniosła brwi.
- Od kiedy nie musimy tu sprzątać - parsknął Rocky i z rozbiegu pierdzielnął na kanapę. Rydel wywróciła oczami i wróciła do pracy. Wkrótce przyszedł Ross z Rikerem i w końcu mogli zacząć zebranie.
- Szykuje nam się koncert. Koncert charytatywny. - powiedziała blondynka z uśmiechem.
- A gdzie Ryland? - Zapytał Riker.
- Poszedł uzgadniać coś z dyrektorką szkoły muzycznej która organizuje koncert. - Dodała.
- A coś z konkretów? - Zapytał najmłodszy z blondynów.
- 29 w środę. Prawdopodobnie zagramy z jakimś początkującym zespołem. - dołożyła.
- Początkujący zespół mówisz ? Nie wiem jak wy, ale bardzo chce ich poznać. Wiesz coś o nich ? - spytał Riker.
- Z tego co słyszałam, piątka chłopców. Matt, Tony, Jake, Jack i Nathaniel - odrzekła Rydel.
- Ciekawie - przyznał Rocky - Coś jeszcze ?
-Musimy się zgłosić jutro do tej organizatorki żeby ustalić więcej szczegółów, może próbę uda się zorganizować. – streściła dziewczyna.
- Ok, to wszystko ? - dopytywał Ross.
- Myślę że tak, więc koniec zebrania. – odrzekła i wyszła z pomieszczenia.
* Dzień później *
*Oczami Rossa*
- Wow... - To jedyne co udało mi się wypowiedzieć stojąc przed ogromnym gmachem szkoły muzycznej. Szczerze mówiąc, to mieszkam w tym mieście niemalże całe życie, a jeszcze nigdy go nie widziałem.
- To co, wchodzimy do środka? - Powiedział podekscytowany Rocky.
- A coś ty taki napalony? - Odpowiedział mu drugi z brunetów.
- Chcę się dowiedzieć jak jest w środku, chyba oczywiste że jak się nigdy nie było w TAKIM budynku to chce się wiedzieć jak jest w środku! - Odpowiedział mój urażony brat. W końcu przekroczyliśmy drzwi szkoły. Budynek od środka wyglądał jeszcze lepiej niż z zewnątrz. Wielki żyrandol, powieszony na samym środku przykuwał największą uwagę. Od ogromnej ilości drzwi aż się w głowie kręciło, a różnorodne obrazy na ścianach uzupełniały ten bogaty widok. Podeszliśmy do recepcjonistki, która szeroko się do nas uśmiechnęła.
- Dzień dobry – przywitaliśmy się, no co szybko odpowiedziała.
- My do pani Phillips, w sprawie koncertu charytatywnego – oznajmiła moje siostra.
- Dobrze, proszę chwilkę poczekać. Tylko wykonam do pani telefon – powiedziała i zrobiła to o czym wspomniała. – Pani Phillips czeka na Was w swoim gabinecie. Ósme drzwi, korytarzem w prawo i sala numer 232 – odrzekła. Podziękowaliśmy i udaliśmy się do wskazanego miejsca. Kiedy byliśmy przed drzwiami, Riker cicho zapukał, a gdy tylko usłyszeliśmy pozwolenie, weszliśmy do środka. Przy dużym biurku, siedziała dyrektorka. Gdybym miał określić jej wiek, dałbym około 40 lat. Miała ciemne włosy, jasna cerę i oczy, o takim samym kolorze jak włosy. Ubrana była w spódnicę, białą bluzkę i marynarkę. Szeroko się do nas uśmiechała. Przywitaliśmy się i usiedliśmy na ogromnej, skórzanej kanapie obok biurka.
- Więc wy jesteście R5 ? – spytała z niepewnością na twarzy.
- Tak to my. Wiemy, że zagramy z jeszcze jednym zespołem. – rzekła uśmiechnięta Rydel.
- Tak to prawda. – oznajmiła dyrektorka – Niestety jeszcze nie dotarli, więc musimy trochę poczekać.
- Spokojnie, poczekamy – uśmiechnąłem się szeroko. Dostaliśmy kawę i w spokoju rozmawialiśmy, czekając na drugi zespół.

*W tym samym czasie*
Natalie

- Jake ! Jack ! W końcu ! Ile można na Was czekać ?! – krzyknęłam w stronę zbliżającego się rodzeństwa. – Mieliście tu być 0 14:45, a nie o 15:00 ! Jesteśmy już spóźnieni ! Reszta już czeka na nas pod szkołą muzyczną, a my jeszcze nie zajechaliśmy ! Wsiadać ! – pogoniłam ich.
- Dobrze, już dobrze Nacia ! Pamiętaj, bez nerwów. – rzekł spokojny Jack.
- Jak ja mam się nie denerwować głupku. Wsiadaj i nie odzywaj się już ! – darłam się, na całkowicie spokojnego przyjaciela. Wsiadłam za kierownicę i ruszyliśmy.

*10 minut później*

- W końcu ! – rzekł roztargniony Matt i wzniósł ręce ku niebu. Spojrzałam na niego spod byka.
- Pretensje do tych panów, tam – uniosłam brwi do góry, wskazując na rodzeństwo wysiadające z samochodu.
- Dobra ludzie ! Ruszać dupy i do budynku ! – pokierował całą sprawą Tony. Weszliśmy do ogromnej szkoły. Szczeny nam poopadały – dosłownie. Podeszliśmy do recepcjonistki, wytłumaczyliśmy co i jak i już po chwili byliśmy pod drzwiami dyrektorki. Zapukaliśmy i po usłyszeniu pozwolenia, weszliśmy. Na kanapie siedzieli jacyś chłopcy i dziewczyna, a na środku Sali, pani Phillips siedziała przy swoim dużym biurku.
- Dzień dobry! Przepraszamy za spóźnienie, dostaliśmy małego... poślizgu. - znacząco spojrzałam na braci którzy stali z opuszczonymi głowami.
- Dobrze, dobrze, nic się ni stało. Proszę, poznajcie się. Zespół który tu widzicie nosi nazwę R5 i to właśnie z nimi będziecie występować.
- Hey! - pierwsza przywitała się z nami blondynka, która szybko wstała i podała każdemu z nas rękę.
- Cześć – uśmiechnęłam się szeroko, kiedy podawała mi rękę.
- Ty pewnie jesteś menagerką zespołu.. Jak się nazywa zespół? – spytała.
- The Rockin – odpowiedziałam – Ale ja nie jestem menagerką – poprawiłam nową koleżankę.
- Naprawdę ? To ja już nie wiem.. – zawahała się. – Z tego co słyszałam, to wasz zespół składa się z Matt’a, Tony’ego, Jack’a, Jake’a i Nathaniela.
- Ale przecież w naszym zespole nie ma żadnego Nathaniela. – zaśmiałam się – Tylko jestem ja, Natalie – oznajmiłam z ciągłym rozbawieniem na twarzy.
- Oj ! To pewnie ja źle zrozumiałam ! – powiedziała speszona. – Przepraszam !
- Nic się nie stało – uśmiechnęłam się.
- Chociaż nawet fajnie byłoby mieć w zespole Nathaniela, zamiast Natalki ! – przerwał nam, rozbawiony Tony.
- Ha-Ha ! Bardzo śmieszne ! – uśmiechnęłam się ponowie i ukłułam w bok przyjaciela.
- Zaczepiste włosy! - Krzyknął Jake pod chodząc do Riker'a i po chwili macając jego głowę.
- Jake! Co ty robisz?! - Krzyknęłam gniewnym głosem. No co ten idiota wyrabia...
- Nic! - Pisnął szybko odskakując od chłopaka.
- Przepraszam za jego zachowanie... On zawsze tak ma. - Zaśmiałam się nieco zakłopotana.
- Nic takiego. – odpowiedział owy blondyn. – Wszyscy lecą na moje włosy, więc to nic nowego – odrzekł dumny i zarzucił grzywą. Uśmiechnęłam się i odetchnęłam z ulgą. Dopiero co ich poznaliśmy, a ten już wszystko chce zepsuć.
- Kochani – odwróciliśmy się wszyscy na głos dyrektorki – Myślę, że już wystarczająco się poznaliście. Zaraz pójdziecie do Sali, gdzie koncert się odbędzie, żeby zrobić małą próbę. Poczekajcie – rzekła, wzięła telefon do ręki i zadzwoniła gdzieś. Po krótkiej chwili do Sali pani Phillips, weszły dwie, wesołe dziewczyny.
- Cześć ! Ja jestem Ola, a to moja przyjaciółka Paulina – przywitała się brunetka – Zaprowadzimy Was do Sali koncertowej – uśmiechnęła się szeroko. Ruszyliśmy za nowymi koleżankami.
*Oczami Oli*
Kiedy już miałam wychodzić z Paulą ze szkoły, zadzwoniła do mnie mama i kazała nam zaprowadzić gości do sali koncertowej. Weszłyśmy więc szybko na piętro, gdzie znajdował się jej gabinet i do niego wtargnęłyśmy zabierając dwa zespoły na zewnątrz. Zerkając ciągle na ich rozdziawione z zachwytu buzie, chichotałam pod nosem.
- To tutaj. - Powiedziałam z uśmiechem, kiedy Paula otwierała drzwi wielkiej auli. Na twarzach naszych towarzyszy, nie trudno było zauważyć zdziwienie, ale także radość. Powolnym krokiem doszliśmy do sceny, na którą obydwa zespoły szybko się wdrapały. Wszystkie instrumenty były już naszykowane. Wraz z Pauliną usiadłyśmy w pierwszym rzędzie i obserwowałyśmy całe to zamieszanie. Jeden chłopak, stroił gitarę, kolejny brunet wraz z jakąś brunetką obgadywali coś przy perkusji, jeszcze inny blondyn podłączał mikrofon. Wszyscy obdarowywali siebie uśmiechami. W pewnym momencie, jakiś brunet zeskoczył ze sceny i podszedł do nas.
- Cześć ! My się jeszcze nie przedstawiliśmy – uśmiechnął się ciepło – Ja jestem Rocky – oznajmił i podał nam rękę.
- Ross ! Riker ! Rydel ! Ratliff ! Natalie ! Jake ! Jack ! Matt ! Tony ! – każdy przedstwił się ciągle stojąc na scenie.
- A moje imię to już chyba znacie – uśmiechnęłam się szczerze.
- Taak. Ty jesteś Ola, a ty Paulina – powtórzył ciągle się uśmiechając.
- Uczycie się tutaj? - zadał teoretyczne pytanie.
- Tak, jesteśmy w ostatniej klasie. - Odpowiedziałam spoglądając na szybę umieszczoną na ścianie sali koncertowej. Oczywiście stało tam sporo osób z mojej klasy, które chciały zobaczyć jak zespoły grają.
- Właśnie stoisz przed samą, słynną córką dyrektorki. - Zaśmiała się Paula. Jak ona coś palnie... Nikt nie musiał o tym przecież wiedzieć.
- Uuu ! Córka dyrektorki ! Mrraśnie ! – krzyknął ze sceny najstarszy z blondynów. Zaśmiałam się szczerze.
- Nie jest tak super jak się wydaje. W szkole musisz się bardzo dobrze uczyć, bo będziesz „hańbą” dla swojej mamy. Musisz być posłuszna i wszystkiego się słuchać – mruknęłam nieprzyjemnie. – Ale i tak robię co chcę. – uśmiechnęłam się chytrze.
- Bad girl, jak widzę – powiedziała Natalie, schodząc ze sceny.
- Coś w tym stylu – odpowiedziałam szczerze.
- Już cię lubię ! – przyznał Rocky.
- Aww ! Jak miło ! – pisnęłam i popadłam w niepohamowany śmiech. Po chwili dołączyła do mnie reszta, co prawda śmiejąc się z mojego śmiechu, ale… I tak było śmiesznie !
- To co ?! Zaczynamy – zapytał Tony i po chwili zespoły stały już przygotowane na scenie. Już mieli zacząć grać, gdy nagle przerwał im wielki pisk.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Aloha ! xd
Wielkie ukłony ku państwu się należą, za wytrzymanie i nie zabijanie nas z powodu tak późnego rozdziału xd ( Skandal ! Tak późno ! xd ). Więc bardzo przepraszamy za to całe: A może będzie w sierpniu, a może we wrześniu xd :d Tak więc ! Tamatarrarataam ! Przed Wami pierwszy rozdział naszego kochanego blogaNie powiem, ale bardzo żeśmy się napracowały xd I teraz jak się podoba ? xd Dopiero sie rozkręcamy, dlatego bierzcie leki na nerwy, nie pękajcie ze śmiechu ( w niektórych momentach tak będzie ! xd ), i szykujcie chusteczki, bo przed wami nowa era tego bloga ! xd Dobra, to chyba wszystko xd Całuski i takie tam ;3
~ Mea
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siemka <3
Tak jak pisała Mea, serio bardzo długo pracowałyśmy nad tym rozdziałem. W sumie to zaczęłyśmy go pisać miesiąc temu, ale jakoś bardziej wychodziło nam wymyślanie coraz to nowszych pomysłów na losy naszych bohaterów xD Mam jednak ogromną nadzieję, że rozdział Wam się spodobał :D postaramy się jak najszybciej wstawić kolejny  oraz liczymy na wasze motywujące i krytyczne komentarze!  <3
~ Refive

Obserwatorzy